sobota, 18 czerwca 2011

Czas wakacji



Jestem zły bo na siebie za brak konsekwencji w realizacji swoich postanowień. Teraz jeszcze bardziej bo byłem u kolegi z dawnych czasów wojskowej przygody. Wyniósł się z zatłoczonego śmierdzącego smogiem samochodowym Krakowa do oddalonej o dwadzieścia kilometrów wiochy.
Kiedy go odwiedziłem stwierdziłem ze zdziwieniem, że może być cicho a jako tło muzyczne służy śpiew ptaków, szum liści i jeszcze raz śpiew ptaków!
To jest tragiczne, iż nie wiem o tym jak wokół jest zielono. Ludzie koszą siano i wszystko wokół utożsamia się z tym właśnie zapachem!
Odczucie jest takie, że powrót do miasta naprawdę napawa mnie obrzydzeniem!
Koncerty karetek prześcigających się w różnorodności sygnałów potęgowanych przez wielkie płaszczyzny betonowych bloków - ohydne!
Najbardziej znienawidzonymi dźwiękami, jest jednak monotonne tłuczenie skrzyń samochodów ciężarowych o zapadnięte studzienki ściekowe, a przy dobrej letniej pogodzie wycie wysokoobrotowych silników "ścigaczy".
Ten hałas nie odstępuje mnie nawet w nocy, gdy konieczne jest spanie przy otwartym oknie.
Zderzenie się z tymi dwoma światami wyrywa w mojej psychice wielką wyrwę.
Nie mogę pozwalać sobie na takie ekscesy, bo nabawię się jeszcze depresji paranoidalnej?
Już mi się zaczynają bardzo nie podobać upstrzone fekaliami czworonogów blokowe trawniki!?
No bo jak się tam położyć na plecach z głową w trawie?
Zamiast pięknych zapachów trawy, mamy zapach psiego kału, spalin, a zamiast śpiewu ptaków odgłosy pracujących silników no i może czasem odgłos synogarlicy i wrzaskliwy skrzek wszędobylskich srok.
Wniosek jest tylko - jeden jasny jak słońce! Siedzieć z tyłkiem na miejscu, aby nie mieć potem takich duchowych rozterek!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz