Tak sobie myślę, że następne publikacje będę zamieszczał równolegle - pierwsza nitka to moje wspomnienia z dzieciństwa, a druga to kobiety w moim życiu, jeszcze jeden temat to aktualne sprawy i komentarze.
Pierwsza część dzieciństwa pisane dla syna Adriana:
Wstęp
Wydawać by się mogło, że dwadzieścia lat a może troszkę więcej to w naszym życiu nie jest porażającą liczbą.
A jednak jest całkiem inaczej!?
Doznałem tego kiedy pełen napięcia jechałem do miejsc drogich mi z czasów dzieciństwa, po wielu latach związanych z moim wojskowym życiem, gdzie służyłem i mieszkałem w różnych regionach naszego kraju.
Tak stanowi proza życia i losy, które to życie nam przypisuje.
Zawsze nawet teraz uważam się rodzonego poznaniaka a wszystko co związane z wielkopolską, gdzieś w głębi serca promieniuje bliżej nie określonym ciepłem.
Kiedy rodzice podjęli decyzję o przeprowadzeniu się w rejon centralnej Polski bardzo tęskniłem za swoimi rodzinnymi stronami.
Tęskniłem tak bardzo, że kiedy będąc na szkole oficerskiej dostałem urlop i udało się pojechać do rodziny mieszkającej w Poznaniu, czekałem na odpowiednią porę.
Były to godziny popołudniowe, kiedy ludzie kończyli w robotniczej dzielnicy Poznania Starołęce pierwszą zmianę.
Tam na pętli tramwajowej wsiadałem do linii nr 13 i z uwagą słuchałem dyskusji w zatłoczonym tramwaju.
Zawsze dyskusje tych ludzi prowadzone były tą specyficzną poznańską gwarą. Drugim takim miejscem był zapełniony bar piwny przy pętli. Potrafiłem godzinę przysłuchiwać się rozmową, a uszy wyłapywały charakterystyczne akcenty gwary.
Później przez wiele lat nie miałem już takiej możliwości. Jednak pracując przez wiele lat z kolejnymi zastępami żołnierzy służby zasadniczej, zawsze wiedziałem, który z nich pochodzi z moich rodzinnych stron nie zaglądając wcale w akta.
Kiedy jechałem do Głuszyny w strugach deszczu, ponura aura nasuwała mi obrazy z dni dzieciństwa. Różne jego fragmenty nigdy nie zatarły mi się w pamięci. Może dlatego, że było bogate w wiele wydarzeń, które w swojej treści tak mocno pobudzały moją wyobraźnię.
Błędem było to, że skierowałem się w pierwszej kolejności pod okna mieszkania w bloku w którym mieszkałem ponad dziesięć lat.
Kiedy wycieraczki starły ostatnie strugi deszczu i wyjrzało słońce moim oczom ukazał się bardzo dziwny obraz.
Nigdy nie myślałem, że zakodowane w moim umyśle obrazy zostaną tak brutalnie zweryfikowane.
Ujrzałem parę niepozornych trzy piętrowych bloków mieszkalnych. Wydawać by się mogło, że przez te lata zrobiły się o wiele mniejsze. Pomalowane prawie takim samym kolorem elewacji sprawiały szary tak dziwnie przytłaczający widok.
To był dla mnie prawdziwy szok i w żądnym stopniu nie mogłem zrozumieć jak to jest możliwe. Co gorsze budynek sklepu oraz znajdujące się tam kiedyś punkty usługowe sprawiały, że moje odczucia były bardzo podobne do tych koło bloku.
Tak było właściwie z każdym jednym miejscem do, którego dotarłem w swojej wędrówce.
Skołowany, jakby zawstydzony tym co ujrzałem nie mogłem zrozumieć, gdzie jest ten mój świat, któremu tak hołdowałem w zasobach mojej pamięci.
Z nutą goryczy patrzyłem na zasłoniętą wybudowanymi po drugiej stronie drogi blokami panoramy głuszyńskich pól.
Siedząc nad brzegiem małej rzeczki Głuszynki zastanawiałem się gdzie jest ta urokliwa rzeczka wijąca się przez kolejne połacie łąk.
Teraz nie uprawiane pola spowodowały jej zarośnięcie wszędobylskim łopianem i krzakami.
Było mi żal, że bezpowrotnie straciłem cały mistycyzm tego przepięknego miejsca, które jeszcze teraz z całej duszy kochałem.
i wtedy postanowiłem że nie mogę tego tak zostawić a, gdzieś wewnętrznie odczuwam potrzebę, aby opisać to z perspektywy mojego dzieciństwa.
Myślę, że forma ukierunkowana jest w podtekście autobiografią, dla mojego kochanego synka oraz wspaniałych ludzi jakimi są mieszkańcy Głuszyny i Krzesin.
Jeżeli ktoś z mojego pokolenia, odnajdzie choćby najmniejszy ślad swoich wspomnień to będzie to dla mnie wspaniałe i podniosłe.
Jest to jednak już odległe bo dotyczy przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.
Głuszyna
Żyjesz synku w dużym mieście w pobliżu głównej trasy nr 1 do Gdańska w grodzie Kopernika Toruniu.
Życie w miejskim blokowisku powoduje że pozostaniesz bez możliwości przeżywania tego, co mi było dane.
Ile tracisz?
Bardzo wiele!
Wartości, które stanowiły mój sens życia, dawały młodemu człowiekowi możliwość całkowicie innego stanowienia o sobie i nabycia swoistej zaradności życiowej. Pozwalały doznać uczuć, jakich nigdy nie przeżyjesz w swoim przyszłym życiu. Pozwoliły zachować te wspomnienia, jakimi nie będziesz mógł się podzielić ze swoimi rówieśnikami.
Moje dzieciństwo przebiegało całkiem inaczej a wynikało to z samego tylko faktu, że mieszkałem praktycznie w „zielonym garnizonie” – jak to wtedy określano jednostkę w Krzesinach.
Niedaleko było do Poznania, bo około 15 kilometrów, ale dla mnie była to prawdziwa wyprawa autobusem podmiejskim linii 58 i chyba do tej pory się to nie zmieniło.
Nie każdy, a może nieliczni wiedzą o tym, że na obrzeżach dużej aglomeracji miejskiej, jaką w tych latach był Poznań w malowniczym zakątku położona była taka miejscowość.
W robotniczej dzielnicy Poznania, jaką była Starołęka, gdzie w tamtych czasach zlokalizowany był główny przemysł miasta z takimi zakładami jak „Stomil”, „Lechia”, „Cegielski” czy „Zakłady Maszyn Rolniczych”.
Na terenach, oddzielonych sporym sosnowym lasem w dolinie niewielkiej rzeki położona była malownicza wioska a raczej była posiadłość dworska Głuszyna.
Dziwne było to, że każdy kojarzył sobie Wielkopolskę w większości jako teren nizinny a tu o dziwo znajdował się rejon oddalony od Poznania niewielką odległością i stanowił prawdziwa enklawę odmienną krajobrazowo od tego stereotypu.
Czyniła to w głównej mierze pradolina małej rzeczki stanowiącej dopływ rzeki Warty nazwanej od miejscowości przez, którą przepływała „Głuszynka”.
Teren w dużym stopniu ukształtował się od podłoża przez, który rzeczka przepływała a zbudowany został z wydm dennych naniesionych przez przechodzący tam lodowiec.
Na przestrzeni dziejów rzeczka ukształtowała piękny malowniczy krajobraz. Liczne pagórki pokryte sosnowym lasem powodowały, że szczególnie w okresie letnim z lotu ptaka miało to urzekający widok.
Skąd mogłem to wiedzieć? Otóż miałem możliwość podziwiać ten widok jako bardzo młody człowiek.
Twój dziadek Bolek jako pilot miał możliwości, jakie nie dane były zwykłym śmiertelnikom.
Kiedy zachorowałem na znaną dziecięcą chorobę w latach sześćdziesiątych „koklusz”- lekarz wojskowy, opiekujący się personelem latającym pan dr Czesław Bomba, zalecił, że najlepszym sposobem na pozbawienie tej choroby u mnie i młodszej siostry, będzie przelot samolotem i nagła zmiana ciśnienia, co spowoduje ustanie dokuczliwego kaszlu?
Ocena i diagnoza była bardzo trafna i realizacja tego zamierzenia przyniosła możliwość obserwacji okolicy z lotu ptaka.
Zrobiło to mnie wielkie wrażenie, do tej pory pamiętam widok z samolotu An – 2, którym leciałem nad wymienionym powyżej terenem.
Oczywiście bałem się straszliwie i do tej pory pamiętam, że w majtkach chyba było mokro!!
Szczególnie okolice wioski Daszyna były wypełnione pięknymi widokami.
Wycięte przez rzekę ściany piaskowych skarp napawały każdego mieszanym uczuciem znalezienia się w innym wymiarze realnego czasu.
Nie tylko te pagórki miały swój niepowtarzalny urok. Okolice obfitowały w dużą ilość terenów podmokłych wypełnionych gęstymi terenami leśnymi o podłożu liściastym. Widok pozwalał zaobserwować całą palestrę barw od szarości, brązu, żółci po różnorodne odcienie zieleni. cdn.....
czwartek, 20 stycznia 2011
wtorek, 18 stycznia 2011
tak sobie postanowiłem !
Myślę , że wreszcie mam pomysł na mojego bloga!
Będę w nim publikował wspomnienia, obecne przemyślenia i opublikowane na stronach www Głuszyna i www Ruchcice - wspomnienia z mojego dzieciństwa.
To będzie taki- "kogiel mogiel"
Jednocześnie chciałbym prezentować moje wspomnienia z miłosnych uniesień i związanych z nimi perypetii.
to na razie pa
Będę w nim publikował wspomnienia, obecne przemyślenia i opublikowane na stronach www Głuszyna i www Ruchcice - wspomnienia z mojego dzieciństwa.
To będzie taki- "kogiel mogiel"
Jednocześnie chciałbym prezentować moje wspomnienia z miłosnych uniesień i związanych z nimi perypetii.
to na razie pa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)