Kurcze!Zawsze byłem w stosunku do kobiet romantyczny i taki jak by to określić delikatny!
To wina mojego ojca, który odkąd tylko pamiętam wtłaczał mi frazesy typu- "kobieta to puch marny,nie wolno krzywdzić tych istot bo są delikatne, kobiety nie wolno uderzyć bo są zbyt delikatne" , itd.itd.
Kiedy po doświadczeniach z pobytu w Mikorzynie wróciłem w rodzinne pielesze, wydawało mi się, że pod względem erotycznym jestem już guru i tylko pozostały mi podboje miłosne usankcjonowane stosunkiem. Jakby potwierdzeniem stał się fakt, że w zafajdanej wiosce jaką był, Wągłczew postanowiliśmy założyć zespół muzyczny.
Układ przedziwny bo czasy były ciężkie, a rozwój intelektualny wsi w tym czasie nie był priorytetem!
Próby p0odejścia stanowiły swoiste kuriozum!?
Z jednej strony zachody w gminnym związku PZPR we Wróblewie pod kątem klubu młodzieżowego w remizie strażackiej w Wągłczewie, a z drugiej strony rozmowy z proboszczem parafii i chęcią koncertów w kościele, które o dziwo wyszły i słowa "Czarnej Madonny" zabrzmiały w kościele Parafii Wągłczewskiej!
Jak na taką konserwę społeczną, jak Wągłczew to i tak był to przełom i to tylko dzięki takiemu kapłanowi jak ksiądz R. Tuzin!!!!!
Ten czas to nowe doświadczenia i podboje miłosne w tym słynna osiemnastka!?
Kiedy skończyło się wino, mój daleki kuzyn Grzegorz M. - rzucił hasło, że w pobliskim Słomkowie Suchym jest zabawa wiejska.
Motywacja w celu uzyskania nowej przygody i wzbogacenia imprezy spowodowała, że Fiatem 125p udaliśmy się tam potańczyć i złapać nowe kontakty towarzyskie.
No tak tam faktycznie typowa impreza tych czasów - chłopcy z miejscowych okolicznych wsi dodawali sobie animuszy spożywając wino marki wino a na sali grupa dziewcząt tańcyła ze sobą w takt chałturniczej muzyki lokalnego zespołu