czwartek, 20 stycznia 2011

trzytematyczny blog

Tak sobie myślę, że następne publikacje będę zamieszczał równolegle - pierwsza nitka to moje wspomnienia z dzieciństwa, a druga to kobiety w moim życiu, jeszcze jeden temat to aktualne sprawy i komentarze.
Pierwsza część dzieciństwa pisane dla syna Adriana:


Wstęp

Wydawać by się mogło, że dwadzieścia lat a może troszkę więcej to w naszym życiu nie jest porażającą liczbą.
A jednak jest całkiem inaczej!?
Doznałem tego kiedy pełen napięcia jechałem do miejsc drogich mi z czasów dzieciństwa, po wielu latach związanych z moim wojskowym życiem, gdzie służyłem i mieszkałem w różnych regionach naszego kraju.
Tak stanowi proza życia i losy, które to życie nam przypisuje.
Zawsze nawet teraz uważam się rodzonego poznaniaka a wszystko co związane z wielkopolską, gdzieś w głębi serca promieniuje bliżej nie określonym ciepłem.
Kiedy rodzice podjęli decyzję o przeprowadzeniu się w rejon centralnej Polski bardzo tęskniłem za swoimi rodzinnymi stronami.
Tęskniłem tak bardzo, że kiedy będąc na szkole oficerskiej dostałem urlop i udało się pojechać do rodziny mieszkającej w Poznaniu, czekałem na odpowiednią porę.
Były to godziny popołudniowe, kiedy ludzie kończyli w robotniczej dzielnicy Poznania Starołęce pierwszą zmianę.
Tam na pętli tramwajowej wsiadałem do linii nr 13 i z uwagą słuchałem dyskusji w zatłoczonym tramwaju.
Zawsze dyskusje tych ludzi prowadzone były tą specyficzną poznańską gwarą. Drugim takim miejscem był zapełniony bar piwny przy pętli. Potrafiłem godzinę przysłuchiwać się rozmową, a uszy wyłapywały charakterystyczne akcenty gwary.
Później przez wiele lat nie miałem już takiej możliwości. Jednak pracując przez wiele lat z kolejnymi zastępami żołnierzy służby zasadniczej, zawsze wiedziałem, który z nich pochodzi z moich rodzinnych stron nie zaglądając wcale w akta.
Kiedy jechałem do Głuszyny w strugach deszczu, ponura aura nasuwała mi obrazy z dni dzieciństwa. Różne jego fragmenty nigdy nie zatarły mi się w pamięci. Może dlatego, że było bogate w wiele wydarzeń, które w swojej treści tak mocno pobudzały moją wyobraźnię.
Błędem było to, że skierowałem się w pierwszej kolejności pod okna mieszkania w bloku w którym mieszkałem ponad dziesięć lat.
Kiedy wycieraczki starły ostatnie strugi deszczu i wyjrzało słońce moim oczom ukazał się bardzo dziwny obraz.
Nigdy nie myślałem, że zakodowane w moim umyśle obrazy zostaną tak brutalnie zweryfikowane.
Ujrzałem parę niepozornych trzy piętrowych bloków mieszkalnych. Wydawać by się mogło, że przez te lata zrobiły się o wiele mniejsze. Pomalowane prawie takim samym kolorem elewacji sprawiały szary tak dziwnie przytłaczający widok.
To był dla mnie prawdziwy szok i w żądnym stopniu nie mogłem zrozumieć jak to jest możliwe. Co gorsze budynek sklepu oraz znajdujące się tam kiedyś punkty usługowe sprawiały, że moje odczucia były bardzo podobne do tych koło bloku.
Tak było właściwie z każdym jednym miejscem do, którego dotarłem w swojej wędrówce.
Skołowany, jakby zawstydzony tym co ujrzałem nie mogłem zrozumieć, gdzie jest ten mój świat, któremu tak hołdowałem w zasobach mojej pamięci.
Z nutą goryczy patrzyłem na zasłoniętą wybudowanymi po drugiej stronie drogi blokami panoramy głuszyńskich pól.
Siedząc nad brzegiem małej rzeczki Głuszynki zastanawiałem się gdzie jest ta urokliwa rzeczka wijąca się przez kolejne połacie łąk.
Teraz nie uprawiane pola spowodowały jej zarośnięcie wszędobylskim łopianem i krzakami.
Było mi żal, że bezpowrotnie straciłem cały mistycyzm tego przepięknego miejsca, które jeszcze teraz z całej duszy kochałem.
i wtedy postanowiłem że nie mogę tego tak zostawić a, gdzieś wewnętrznie odczuwam potrzebę, aby opisać to z perspektywy mojego dzieciństwa.
Myślę, że forma ukierunkowana jest w podtekście autobiografią, dla mojego kochanego synka oraz wspaniałych ludzi jakimi są mieszkańcy Głuszyny i Krzesin.
Jeżeli ktoś z mojego pokolenia, odnajdzie choćby najmniejszy ślad swoich wspomnień to będzie to dla mnie wspaniałe i podniosłe.
Jest to jednak już odległe bo dotyczy przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Głuszyna


Żyjesz synku w dużym mieście w pobliżu głównej trasy nr 1 do Gdańska w grodzie Kopernika Toruniu.
Życie w miejskim blokowisku powoduje że pozostaniesz bez możliwości przeżywania tego, co mi było dane.
Ile tracisz?
Bardzo wiele!
Wartości, które stanowiły mój sens życia, dawały młodemu człowiekowi możliwość całkowicie innego stanowienia o sobie i nabycia swoistej zaradności życiowej. Pozwalały doznać uczuć, jakich nigdy nie przeżyjesz w swoim przyszłym życiu. Pozwoliły zachować te wspomnienia, jakimi nie będziesz mógł się podzielić ze swoimi rówieśnikami.
Moje dzieciństwo przebiegało całkiem inaczej a wynikało to z samego tylko faktu, że mieszkałem praktycznie w „zielonym garnizonie” – jak to wtedy określano jednostkę w Krzesinach.
Niedaleko było do Poznania, bo około 15 kilometrów, ale dla mnie była to prawdziwa wyprawa autobusem podmiejskim linii 58 i chyba do tej pory się to nie zmieniło.
Nie każdy, a może nieliczni wiedzą o tym, że na obrzeżach dużej aglomeracji miejskiej, jaką w tych latach był Poznań w malowniczym zakątku położona była taka miejscowość.
W robotniczej dzielnicy Poznania, jaką była Starołęka, gdzie w tamtych czasach zlokalizowany był główny przemysł miasta z takimi zakładami jak „Stomil”, „Lechia”, „Cegielski” czy „Zakłady Maszyn Rolniczych”.
Na terenach, oddzielonych sporym sosnowym lasem w dolinie niewielkiej rzeki położona była malownicza wioska a raczej była posiadłość dworska Głuszyna.
Dziwne było to, że każdy kojarzył sobie Wielkopolskę w większości jako teren nizinny a tu o dziwo znajdował się rejon oddalony od Poznania niewielką odległością i stanowił prawdziwa enklawę odmienną krajobrazowo od tego stereotypu.
Czyniła to w głównej mierze pradolina małej rzeczki stanowiącej dopływ rzeki Warty nazwanej od miejscowości przez, którą przepływała „Głuszynka”.
Teren w dużym stopniu ukształtował się od podłoża przez, który rzeczka przepływała a zbudowany został z wydm dennych naniesionych przez przechodzący tam lodowiec.
Na przestrzeni dziejów rzeczka ukształtowała piękny malowniczy krajobraz. Liczne pagórki pokryte sosnowym lasem powodowały, że szczególnie w okresie letnim z lotu ptaka miało to urzekający widok.
Skąd mogłem to wiedzieć? Otóż miałem możliwość podziwiać ten widok jako bardzo młody człowiek.
Twój dziadek Bolek jako pilot miał możliwości, jakie nie dane były zwykłym śmiertelnikom.
Kiedy zachorowałem na znaną dziecięcą chorobę w latach sześćdziesiątych „koklusz”- lekarz wojskowy, opiekujący się personelem latającym pan dr Czesław Bomba, zalecił, że najlepszym sposobem na pozbawienie tej choroby u mnie i młodszej siostry, będzie przelot samolotem i nagła zmiana ciśnienia, co spowoduje ustanie dokuczliwego kaszlu?
Ocena i diagnoza była bardzo trafna i realizacja tego zamierzenia przyniosła możliwość obserwacji okolicy z lotu ptaka.
Zrobiło to mnie wielkie wrażenie, do tej pory pamiętam widok z samolotu An – 2, którym leciałem nad wymienionym powyżej terenem.
Oczywiście bałem się straszliwie i do tej pory pamiętam, że w majtkach chyba było mokro!!
Szczególnie okolice wioski Daszyna były wypełnione pięknymi widokami.
Wycięte przez rzekę ściany piaskowych skarp napawały każdego mieszanym uczuciem znalezienia się w innym wymiarze realnego czasu.
Nie tylko te pagórki miały swój niepowtarzalny urok. Okolice obfitowały w dużą ilość terenów podmokłych wypełnionych gęstymi terenami leśnymi o podłożu liściastym. Widok pozwalał zaobserwować całą palestrę barw od szarości, brązu, żółci po różnorodne odcienie zieleni. cdn.....

wtorek, 18 stycznia 2011

tak sobie postanowiłem !

Myślę , że wreszcie mam pomysł na mojego bloga!
Będę w nim publikował wspomnienia, obecne przemyślenia i opublikowane na stronach www Głuszyna i www Ruchcice - wspomnienia z mojego dzieciństwa.
To będzie taki- "kogiel mogiel"
Jednocześnie chciałbym prezentować moje wspomnienia z miłosnych uniesień i związanych z nimi perypetii.

to na razie pa

jestem chaotyczny

wtorek, 21 grudnia 2010

anonimowość

To co w tym pisaniu mnie pociąga to taka anonimowość i bezosobowość, tak naprawdę to super, że nawet gdyby ktoś to czytał to i tak odnosi się do treści lub utożsamia wydarzenia do swoich przeżyć!?
Jest mi przykro, że nikt nie wysłał mi komentarza nawet wulgarnego! To, że ktoś cię neguje, pochwala lub ma głęboko w dupie dodaje weny twórczej!?
Tak się zastanawiam, że ktoś kto czyta moje posty może mnie uznać za erotomana i jakiegoś zboka a tu naga prawda jest taka, że przez tyle lat trochę wspomnień się nazbierało! Nie byłem aniołem i monogamistą jak nasz pospolity bocian biały.
Dlatego w życiu przewinęło się trochę dziewczyn, które kochałem, lubiłem czy też młodzieńczo pożądałem.
Kiedy Renia uświadomiła mi w jakim celu może oprócz sikania służyć męski członek - bardzo zmieniły się moje poglądy na tematy erotyczne!
No cóż byłem przecież seksualnie uświadomiony!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 19 lipca 2010

-"pierwotny strach"

Tak właśnie w jeziorze mogłem dotykać wszystkich pięknych części ciała, w które natura obdarzyła kobietę. Zimna woda w której byliśmy zanurzeni po szyję z Renią powodowała, że moja erekcja ustała? Dodatkowo powodowała to wypita do połowy butelka wina własnej roboty.
Dotykałem więc bez końca nabrzmiałych piersi i sterczących sutek.
Kiedy położyliśmy się obok siebie na kocyku dziewczyna delikatnie wprowadziła mojego członka w siebie i bez najmniejszej dyskusji, kto kieruje, powoli wykonywała płynne ruchy.
Jednak i ona podniecona całą sytuacją straciła kontrolę, dostając orgazmu co u mnie natychmiast przełożyło się na erekcję! Było to tak silne przeżycie, że pozostawiło ślady moich paznokci na jej ramionach, za co też mi się oberwało!
Po drugiej części wypitej butelki, moja pamięć doznała kompletnej amnezji,i nie pamiętałem, że kochaliśmy się co jeszcze najmniej dwa razy i nie wiem gdzie!?
Oraz to - że straciłem męskie dziewictwo!
Właśnie wtedy podczas tego podniosłego wydarzenia ,przeżyłem strach, którego nie doznałem nigdy w swoim w dalszym swoim życiu!
Strach, który nie miał racjonalnego podłoża bo nie wiązał się z bólem czy też inną przypadłością. Jednak po tej niezwykłej nocy i niewątpliwej utracie męskiego dziewictwa przebudzenie było fatalne!
Pierwsze wrażenie było takie, że kiedy delikatnie otworzyłem jedno oko uderzyła mnie panująca cisza? Zazwyczaj w namiocie kiedy było już widno panował ruch i hałas bo towarzysze wstawali aby załatwić potrzeby fizjologiczne czy też szukali czegoś do picia bo ich po nocy suszyło. Nie byłem w takim miejscu nigdy do tej pory i zamknąłem oczy przeprowadzając zmasowaną analizę wszystkich miejsc w których do tej pory spałem. Za nic na świecie nie mogłem sobie przypomnieć gdzie były ściany pomalowane na cytrynowy kolor z wielkimi wzorami polnych kwiatów w odcieniu brązu. Nie mogłem za nic przypomnieć sobie, gdzie mogłem coś podobnego widzieć. Analiza zaczęła być coraz bardziej chaotyczna! Może u Zbyszka w domu - nie! W moim domu absolutnie nie podobnie jak u babci w Ruchocicach. Kolejne miejsca nic nie zmieniły a wręcz spowodowały jeszcze większą panikę! Zamknę oczy - bo to jest po prostu sen, a jak otworzę będzie już po wszystkim!? Było niestety jeszcze gorzej bo to tej pory się nie ruszałem kiedy to uczyniłem i delikatnie przekręciłem na drugą stronę moje usta dotknęły sporej kobiecej piersi z wyraźnie sterczącą brodawką!?
Teraz dopiero zacząłem się bać, mało , że nie wiedziałem absolutnie, gdzie jestem leżałem na nago z obcą dziewczyną która absolutnie nie była ubrana! O kurcze pomyślałem to już kompletna klapa ! A mama mnie przestrzegała kołatało się w mojej głowie. Prezerwatywy, niechciane dziecko, brak możliwości dokończenia szkoły i konieczność pracy zarobkowej na rzecz rodziny!!!
Te wszystkie myśli przebiegały mi przez głowę jak burza w letni lipcowy dzień. zacząłem się pocić i potęgowała to wielka pierzyna wypełniona naturalnym pierzem. Dziewczyna obudziła się i uśmiechnęła ironicznie - co nasz rogatek się obudził i nie wie o co chodzi!? Mi tam wcale nie było do śmiechu, ale ona wcale tym nie zrażona podniosła kołdrę i rzeczowo zauważyła - coś malutki się zrobił, ale zaraz coś na to poradzimy!
Kiedy się podnieciłem bez żadnych ceregieli wciągnęła mnie na siebie i po krótkim stosunku i kiedy dostała orgazm zrzuciła z siebie jak niepotrzebną szmatę?
Następnie usiadła przykryła się pierzyną i zawołała - "matka daj coś zeżreć!".
Kiedy drzwi się otworzyły zjechałem szybko pod kołdrę chowając się królik do nory!
To był dopiero obciach! Renia śmiała się do łez i miała spory ubaw! Kiedy zjadłem bułkę posmarowaną pasztetową i wypiłem herbatę podaną na barku do łóżka z niecierpliwością czekałem co będzie dalej. Nie było nic bo dziewczyna stwierdziła, że jest zabezpieczona i nie muszę się obawiać. Pamięcią też nie muszę się martwić bo tak działa wino robione przez jej ciotkę z dolanym spirytusem. A matka zrobi wszystko bez dyskusji, gdyż to ona po śmierci ojca utrzymuje dom harując w domach wczasowych jako kucharka. Kiedy mnie w jej mniemaniu nakarmiła kazała się ubrać i "spadać" do kolegów bo byłem jej pierwszym prawiczkiem, a dalej już ją to nie interesuje!
Kiedy tak szedłem było mi trochę wstyd i czułem się obrażony, a z drugiej strony szczęśliwy, że mój pierwszy raz tak właśnie wyglądał i trafiłęm na doświadczoną partnerkę- nie taką zieloną dziewicę. Może trauma przy pierwszym stosunku jakiej bym dostał, została by mi do końca życia?
Renia przez następne dni nawet na mnie nie spojrzała, zupełnie jakbym był powietrzem. Kiedy minęło parę dni, pytała się moich kumpli co opowiadałem o tamtej nocy i o niej, kiedy usłyszała , że nie puściłem pary z ust i nic nie chcę powiedzieć, przyszła do nas na ognisko i dostałem buziaka za to, że jestem w okej.

czwartek, 3 czerwca 2010

męskie dziewidztwo II cd

Dziwnym było, że dziewczynie to w pewien sposób imponowało i zachęcało do dalszych jeszcze bardziej ekstrawaganckich w moim rozumienie zachowań. Taniec zaczął przypominać coś na wzór lambady, ale bez zahamowań w dotykaniu intymnych miejsc.
Byłem tak zaaferowany, że nie słyszałem śmiechów dookoła!
Moi koledzy mieli super ubaw!
Takie cholernie głupie, młodzieńcze szowinistyczne wyrażenie zadowolenia z kogoś, kto ma problemy natury seksualnej!?
Jednak to był dopiero początek wydarzeń, które nastąpiły!
Renia /bo tak miała na imię/ , zapytała, czy nie miałbym ochoty, pokazać jej jak wyglądają podstawowe chwyty gitarowe?
Moje maślane spojrzenie jasno pokazywało strach, który mnie ogarniał, kiedy pomyślałem, że będziemy sam na sam, a ja nie wiem co zrobić!?
Było gorzej niż w najczarniejszym scenariuszu!
Dotknąłem ręką piersi a tym bardziej twardych sutków - erekcja!
Położyła mi rękę na owłosionym łonie - erekcja!
przytuliła moją twarz do piersi - to samo!
I to wszystko przy podsłuchujących, śmiejących się głupio, żądnych sensacji kolegów!?
Miałem wrażenie, że to jakiś nie kończący się horror, a ja zapadam się w nicość. W gorącym nagrzanym przez dzień namiocie, ciała były spocone i wręcz mokre, co nadawało temu wszystkiemu jeszcze bardziej dramatycznej otoczki!
Jeżeli tak ma wyglądać miłość, a raczej seks to chromolę to i idę do zakonu!
Nie widziałem w tej męczarni nic, co miało być niby takie cholernie ekscytujące!
Dziewczynę zaczęła denerwować cała ta sytuacja, a już szczególnie głupowate dźwięki reszty towarzystwa zalegającego pod namiotem!
Oberwało mi się dodatkowo po "łapach" bo za nic, nie mogłem zrozumieć, że jej spódnicy nie ściąga się na dół - tylko przez górę! Jak ją rozerwę nie będzie miała w czy chodzić bo ma tylko tą jedną!
Renia powiedziała, że mam być cicho i się nie ruszać i zachowywać się tak jakbyśmy zasnęli! Po pewnym czasie obserwatorzy się znudzili i poszli szaleć na parkiet. Poszliśmy do jej domu skąd po cichu wyniosła butelkę wina własnej roboty i wraz z jednym plastikowym kubkiem zaszyliśmy się na małej dzikiej plaży wśród sitowia.
Długo trwało zanim widok gołej kobiety no dziewczyny nie robił na mnie takiego wrażenia!
Wspólna kąpiel i bliskość ciał w wodzie spokojnego jeziora n tle dochodzących jazgotliwych dźwięków dyskotekowej muzyki, napełniła mnie swoistą błogością?
.........?

wtorek, 1 czerwca 2010

męskie dziewictwo II

Nadeszły te czasy, gdzie pierwszy raz pozwolono mi pojechać samemu na wakacje pod namiot.
Oczywiście do kolegi przyjaciela ze szkolnej ławy, gdzie dyskretnie byliśmy obserwowani przez rodziców, starszego brata itd!
Miejscowość położona w uroczej okolicy Jeziora Ślesińskiego - głębokiego rynnowego zbiornika wodnego.
Wokół rozmieściły się niewielkie wsie oraz w tamtych latach, mnóstwo ośrodków wczasowych /niedzielnego wypoczynku/- zakładów konińskiego zagłębia przemysłowego.
Okres letni, to niekończące się imprezy w poszczególnych ośrodkach po jednej jak i po drugiej stronie jeziora. Wszystko w bajecznej kolorowej iluminacji i dyskotekowej muzyce odbijającej się od spokojnej tafli jeziora.
Był to raj, dla żądnej wrażeń siedemnastoletniej młodzieży , która wyrwała się spod sieradzkiej wioski.
Nasze zapoznanie się z okolicą i tubylczą młodzieżą, upewniła nas o tym, że jest to mały raj na ziemi i czeka nas świetlana perspektywa wakacji!
Dyskoteki były niekończącą się kawalkadą imprez. każdy ośrodek organizował je w inne dni tygodnia i tak przez całe wakacje a w soboty i niedziele były wszędzie!
Trzeci dzień pobytu zaczął się całkiem normalnie. Umyci w jeziorze w lekko mokrych niedosuszonych koszulach poszliśmy na dyskotekę. Jak zwykle pokiwałem się na podeście podczas tańczenia w kółku. Zatańczyłem parę wolnych kawałków. Podczas kolejnego poprosiłem dziewczynę która o dziwo samotnie siedziała na ławce.
Nie była brzydka, typowa słowiańska uroda.
Podczas wolnego kawałka - przeboju wszystkich dyskotek /za Chiny nie mogę sobie przypomnieć co w 78r nim było/ poczułem jak ta urocza dziewczyna mocno się do mnie przytula.
Gorące piersi całkowicie wyczuwalne /bez stanika/ przylegające do chudej klatki i ręce położone na pośladkach spowodowały niewyobrażalną burzę hormonów.
Sterczący w zwodzie penis tak mnie onieśmielał, że wyginałem się w pałąk aby partnerka tego nie wyczuła!